Ceneria logo
 

Strona główna   »  
Testeria   »  

Koszulka termoaktywna Icebreaker GT 200. Nasz test

Jeszcze kilka lat temu bielizna termoaktywna kojarzyła się wyłącznie z tkaninami syntetycznymi. Jednak na przestrzeni ostatnich kilku lat przebojem na ciała ludzi aktywnych wdarła się odzież wyprodukowana z włókien naturalnych – z merino wool. Od czasu gdy pierwszy raz założyłem na siebie z merino. Koszulka Icebreaker  z wełny merino,spowodowała że  stałem się wiernym fanem tej odmiany bielizny.


Tytułem wyjaśnienia dla osób nie będących w temacie: merino wool to wełna pochodząca od odmiany owiec z terenów o trudnych warunkach klimatycznych. Obecnie większość najlepszych jakościowo hodowli znajduje się w Australii, Nowej Zelandii i Argentynie. Okazuje się, że ich runo idealnie nadaje się do produkcji specyficznych tkanin wykorzystywanych właśnie w najnowszej odzieży termoaktywnej.

Istota rzeczy, czyli Think Don’t Stink („Pomyśl i nie śmierdź!'')


Podchodzę zawsze z rezerwą do haseł reklamowych. Wymyślają je specjaliści od marketingu po to, by „zawładnąć” umysłami konsumentów. Niestety często slogany te mijają się z rzeczywistością. Think Don’t Stink, czyli „Pomyśl i nie śmierdź!'' – taki napis w zielonym kółku zobaczyłem na pudełku mojej nowej koszulki Icebreakera. Gdybym nie znał wcześniej walorów użytkowych odzieży typu merino, potraktowałbym je jako kolejny pusty slogan reklamowy. W tym przypadku uzmysłowiłem sobie jednak, że autor hasła niesamowicie trafnie sformułował istotę dobrodziejstw merino. Przede wszystkim dlatego, że koszulka, jak i cała odzież tego typu, całkowicie nie łapie przykrego zapachu potu, dzięki czemu można nosić ją naprawdę wiele dni bez obaw, że nasze koleżanki nie będą chciały obok nas siadać. Ale to nie jedyna jej zaleta.


Icebreaker testowany w warunkach zimowych. Fot. Ceneria.pl

„Myślenie” z hasła reklamowego nie tylko skojarzyło mi się z niezwykłymi walorami użytkowymi, ale również z aspektem „ekologicznym”, związanym z noszeniem odzieży pochodzenia naturalnego. Żyjemy w czasach, w których czasami warto pomyśleć, zanim się coś bezmyślnie kupi - i nie chodzi tu tylko o nasz portfel. Skoro odzież merino jest naturalna, to też w pełni biodegradowalna, zdrowa i przyjazna dla organizmu człowieka i jego otoczenia. Podejście ekologiczne jest niezwykle podkreślane w filozofii prowadzenia biznesu przez nowozelandzkiego producenta. Przejawia się on m.in. w specjalnym „kodeksie traktowania” owiec hodowlanych, jaki muszą spełniać hodowcy. Firma stawia też sobie wysoko poprzeczkę, jeśli chodzi o swoje relacje zarówno z hodowcami, jak i z naturą. 


Kolekcja bielizny


Kolekcja Icebreakera jest dość szeroka. Znajdziemy w niej całą gamę różnych krojów koszulek z krótkim i długim rękawem, kalesony, majtki, bokserki... Bielizna podzielona jest ze względu na gramaturę na różne rodzaje różniące się grubością i „ciepłotą”:
150 g/m² – Ultralight;
200 g/m² – Lightweight;
260 g/m² – Midweight;
320 i 380 g/m² – Heavyweight.


W ostatnich kilkunastu tygodniach miałem okazję testować koszulkę z długim rękawem: model LS Crewe GT 200 czyli z serii Lightweight. Koszulka służyła mi głównie jako pierwsza warstwa na wyjazdach narciarskich, jak również podczas zimowych treningów biegowych.

Brutalny test typu „indoor”


Pierwszy test, jakiemu została poddana, był to test „indoorowy”. Jest on bardzo brutalny - jeśli odzież nie przejdzie go pomyślnie, można narazić się żonie, współdomownikom, kolegom w pracy, a co gorsza, koleżankom… Polega na tym, że nosimy maksymalnie długo koszulkę i sprawdzamy, czy… śmierdzi. Brzmi to może śmiesznie, ale dzięki temu można się przekonać, jak się ma hasło reklamowe do rzeczywistości. Koszulka Icebreaker - można ją nosić nawet tydzień i nie odczuwa się żadnych zapachów. W normalnych warunkach użytkowania „bezwysiłkowego” tego typu koszulkę można by nosić znacznie dłużej. I tu ciekawostka: rekord noszenia odzieży typu merino non-stop w ekstremalnych warunkach wynosi podobno 196 dni (to przeszło pół roku)! Gdybym nie był użytkownikiem merino – nie uwierzyłbym, ale jestem, więc wynik ten wydaje mi się całkiem realny.

To, co merino lubi najbardziej – czyli test typu „outdoor”


W warunkach „outdoorowych”, do których tego typu odzież została stworzona, również oczywiście ta cecha jest łatwo odczuwalna – można jej używać zdecydowanie dłużej i bez przykrych w porównaniu do bielizny syntetycznej.

Jako że koszulkę otrzymałem na przełomie jesieni i zimy, na pierwsze sprawdzenie użytkowania „outdoorowego” wybrałem kilkudniowy wyjazd na narty. Uprawianie narciarstwa „trasowego” ma zasadniczą wadę: podczas mrozów przez większość czasu marznie się, jadąc na kanapie czy orczyku. W związku z tym trzeba zadbać o to, aby naprawdę ciepło się ubrać, jednocześnie pilnując, by nie przesadzić z ilością warstw, które mogłyby niepotrzebnie krępować nasze ruchy. Merino doskonale nadaje się jako pierwsza warstwa odzieży – dotyczy to zarówno kaleson, jak i koszulki. Przy temperaturze do ok. -5 stopni i dość silnym wietrze na koszulkę Icebreakera,  zakładałem kurtkę z primaloftu jako dodatkową warstwę „grzejącą” oraz gore-tex, izolujący od wiatru i wilgoci -  i to całkowicie wystarczało. Przy bezwietrznej pogodzie kurtka gore-tex byłaby całkowicie zbędna. Myślę też, że przy większych mrozach dodatkowo przyda się jeszcze jedna bluza, np. typu powerstretch czy polar 100 lub grubsza koszulka merino, np. o gramaturze 260 (moja to 200-tka).


Praktyczne rozwiązania koszulki. Fot. Ceneria.pl

Merino pokazuje swoje zalety, gdy przez większość czasu ruszamy się w warunkach zimowych np. podczas biegania czy skiturów. Użytkownik nawet jeśli poci się, niespecjalnie odczuwa nieprzyjemną wilgoć. Podobnie w czasie deszczu. Pewnego razu podczas treningu nie było na mnie „suchej nitki” i mimo że temperatura tego dnia nie była najwyższa, nie czułem, żeby było mi zimno. W tym czasie biegająca ze mną osoba w koszulce „sztucznej” już narzekała na chłód. Bielizna z wełny merino nawet, gdy jest całkowicie mokra od potu lub od deszczu, nadal utrzymuje właściwą termikę ciała. Nawet mocno przemoczeni nie będziemy odczuwali chłodu.

Gdy trenuje się 4-5 razy w tygodniu, nie zawsze zdąży się odpowiednio szybko wyprać koszulkę biegową. W czasie zimy zdarza się, że zapomnimy powiesić odzież na kaloryferze, a to oznacza, że na drugi dzień wbijamy się w coś niezbyt przyjemnego i chłodnego. Odzież z merino można ubrać nawet wilgotną, a i tak będzie nam ciepło. Bardzo cenię w Icebreakerze, że w tym względzie na dużo pozwala i założenie wcześniej używanej koszulki wcale nie powoduje dyskomfortu, w tym również zapachowego. Syntetyczna niewyprana koszulka potrafi nie tylko nieprzyjemnie pachnieć, ale również powodować niezbyt przyjemne uczucie w kontakcie z ciałem (charakterystyczne „drapanie” zaschniętych drobinek soli wydzielanej wraz z potem). W koszulce merino to całkowicie nie grozi – pomimo że używaliśmy ją już kilkakrotnie, nadal nie tylko nie śmierdzi, ale również nic nie drapie, nie swędzi itp. Doceniam również to, że jeszcze nigdy koszulka ta nie spowodowała u mnie obtarć, co w przypadku koszulek sztucznych, zwłaszcza nowych, jest dosyć powszechne.


Charakterystyczne logo - symbol jakości i ekologii. Fot. Ceneria.pl

Po kilku tygodniach użytkowania (bieganie, narty) koszulka w zasadzie wygląda jak nowa i jestem przekonany, że będzie mi jeszcze służyć bardzo długo.


W mojej opinii koszulka termoaktywna Icebreaker z długim rękawem model GT 200 Icebreakera z merino wool jest dobrym pomysłem na:
  • bieganie i rower jesienną oraz zimową porą jako pierwsza warstwa, jak również podczas niezbyt upalnych temperatur latem;
  • wszelkie formy aktywności turystycznej o każdej porze roku;
  • dłuższe wyjazdy turystyczne i wyprawy, gdzie nie ma możliwości zbyt częstego prania;
  • narty i inne zimowe aktywności jako pierwsza warstwa odzieży.

Darek Gruszka
Ceneria.pl