Ceneria logo
 

Strona główna   »  
Testeria   »  

Lampki Z Nite-Ize. Bezpieczniej w ciemności

Tej jesieni mam mocne postanowienie przemieszczania się po mieście prawie wyłącznie rowerem. Razem ze mną rowerami do szkoły i przedszkola jeżdżą dzieci. Ok. 5-6 km dziennie to dla nich aktywność fizyczna i nabywanie odporności na świeżym powietrzu. Mam nadzieję, że to ich zahartuje i unikniemy przeziębień, które zazwyczaj dopadają dzieci późną jesienią i zimą. Jazda rowerem ma niewątpliwie wiele zalet, a takie niedogodności jak brzydka pogoda można zaczarować odpowiednim ubiorem. Dzięki sakwom mocowanym do bagażnika nawet duże zakupy robione po drodze nie są problemem. Przemieszczając się jednośladem po mieście mam wrażenie, jakbym cały czas była na wakacjach, szczególnie gdy dopisuje pogoda.
 
Ostatnio jednak nie aura jest największą przeszkodą, gdy odbieram dzieci z przedszkola i szkoły, ale zbyt szybko zapadające ciemności. Gdy wychodzimy z zajęć dodatkowych kończących się o godz. 18.00, nie ma co liczyć na światło dzienne podczas powrotu do domu.
 
 
Nasza trasa jest bardzo prosta. Biegnie jednak wzdłuż dość ruchliwej przelotowej drogi, przy której są usytuowane wjazdy do poszczególnych posesji. Tylko niektóre odcinki są oświetlone lampami ulicznymi. Z dziećmi jeżdżę po chodniku, mimo to po ciemku nie czuję się wystarczająco bezpiecznie. W każdej chwili kierowca samochodu może przecież chcieć zaparkować na chodniku, wjechać w boczną drogę odchodzącą od głównej lub zwyczajnie wjechać przez bramę na teren swojej działki. Osobiste oświetlenie jest w takiej sytuacji niezbędne. Kamizelki odblaskowe, które obecnie dzieci ustawowo muszą nosić w drodze do i ze szkoły, są moim zdaniem niewystarczającym zabezpieczeniem na takie warunki. Problematyczne okazuje się jednak także umieszczenie lampek przy rowerze. Konstrukcja mojego roweru jest taka, że gdy mam zamontowany bagażnik, to światła lampki spod siodełka w zasadzie nie widać. Na przodzie podobnie – linki od hamulców zasłaniają mi lampkę tak, że mam wrażenie, że światło jest zbyt rozproszone.
 
Kłopot z lampkami polega również na tym, że gdy rower zostawia się na dłuższy czas w jakimś miejscu, np. pod szkołą, istnieje prawdopodobieństwo, że znikną one w niewyjaśnionych okolicznościach. Poza tym lampki rowerowe mogą służyć jedynie do oświetlania drogi podczas jazdy rowerem, nie sprawdzą się w innych zastosowaniach. 
 
Mając w głowie te wszystkie przemyślenia dotyczące oświetlenia rowerowego pewnego dnia odkryłam, że istnieją bardzo ciekawe produkty, które pozwoliły znaleźć rozwiązanie moich dylematów.

Chodzi o gadżety Nite-Ize. Przyznam szczerze, że wcześniej nie znałam tej marki, a okazuje się, że ma już 20-letnią tradycję. Jak informuje na stronie dystrybutor:
Nite Ize tworzy ułatwiające zadania dnia codziennego akcesoria, bez względu na to, czy jesteśmy w domu, pracy czy też na kilkudniowej wycieczce. Dzięki temu te doskonale przemyślane i proste w budowie produkty zdążyły już zdobyć na świecie miliony wiernych użytkowników. W ofercie tego producenta znaleźć można szereg akcesoriów do latarek, świecące breloki, gadżety dla zwierząt, karabinki S i sprytne urządzenia do mocowania linek oraz wielorakiego zastosowania uchwyty Gear Tie...

 
Mnie najbardziej zainteresowały 3 produkty: RideLit LED z białym światłem, LED Marker Band i Helmet Marker Plus. Są to 3 przedmioty, które sprawiają, że będziemy bardziej widoczni ciemności. W przeciwieństwie do zwykłych akcesoriów odblaskowych, te od Nite-Ize świecą, a nie tylko odbijają światło, choć nie powinniśmy raczej liczyć na to, że zastąpią nam profesjonalną latarkę, dzięki której odnajdziemy zagubioną o północy drogę w zupełnie ciemnym lesie :) 

Nite-Ize RideLit LED Biały

 
RideLit LED to mała lampka o bardzo jasnym świetle zamocowana na niezbyt szerokiej gumce zapinanej klamrą. Elastyczność gumki oraz regulacja pozwala na zamocowanie takiej lampki na ramieniu lub łydce. Możliwe jest także przypięcie do plecaka, ale przyznam szczerze, że trudno wtedy uzyskać dla niej stabilną pozycję – lampka przekręca się i nie zawsze jest dobrze widoczna. Rozwiązaniem może być mocowanie za pomocą rzepu. Lampkę włączamy mocnym przyciśnięciem od przodu. Daje całkiem mocne, choć rozproszone światło. Można ją przełączyć na dwa tryby świecenia: ciągłe i pulsacyjne. W tym pierwszym lampka może świecić - wg zapewnień producenta - przez 20 godzin, w drugim - 25. Do zestawu startowego dołączone są dwie baterie, które samodzielnie można wymienić (szczegółowa instrukcja obrazkowa jest na opakowaniu). To, czego nie widać, a co jest cechą tej lampki wyszczególnioną w opisie, to odporność na przemoczenie oraz na wysokie i niskie temperatury. Cena to 39 zł.
 
Standardowo na rowerze montujemy białe światełko z przodu oraz czerwone z tyłu. To jasne – oprócz tego, że ma sprawić, że będziemy lepiej widoczni, ma za zadanie oświetlać nam drogę. Jednak to zazwyczaj czerwone światełko pulsacyjne najlepiej informuje kierowców, że gdzieś po drodze porusza się rowerzysta. Jest więc czytelnym sygnałem rozpoznawczym dla innych użytkowników drogi, by zachować szczególną ostrożność.

 

Źródło: www.nite-ize.eu
 
Zadziwiło mnie, jak z bardzo daleka widać białe światło RideLit LED. Z tym, że ja wiedziałam, że lampka wisi przyczepiona do plecaka córki jadącej przede mną. Zastanawiam się, czy kierowcy umieliby tak jednoznacznie rozpoznać biały punkcik poruszający się wzdłuż drogi, nawet jeśli lampka pracowałaby w trybie błyskowym. Wydaje mi się, że jako światło służące dobremu zabezpieczeniu rowerzysty lepiej spisałaby się lampka czerwona, a biała mogłaby stanowić światło dodatkowe (istnieje wersja ze światełkiem czerwonym).
 
Na pewno pomoże nam w ciemnościach np. w poszukiwaniu kluczy w czeluściach damskiej torebki pod drzwiami nieoświetlonego domu. Lampka jest mała, zmieści się do kieszeni. Ja zazwyczaj chowam cały zestaw światełek Nite-Ize do sakwy na kierownicę roweru. Zaleta systemu mocowania tych wszystkich akcesoriów jest taka, że nie trzeba montować ich na stałe do roweru, łatwo je też można odczepić.
 
Ze światełkiem założonym na ramię lub na nogę zdarzało mi się biegać po zmroku. Obawiałam się, czy RideLit LED nie będzie mi za bardzo ciążyć na nodze, co spowoduje dyskomfort w trakcie biegu, ale na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. Założone na ubranie na ręce już zupełnie było nieodczuwalne. Pasek można na tyle dobrze wyregulować, że nie obluzowuje się. Podczas biegania nie używałam RideLit LED samodzielnie, raczej jako dodatkowe światłko. Problem bowiem polega na tym, że gdy przesuniemy go w pozycję z boku, nie jest dobrze widoczne ani z przodu, ani z tyłu, a przecież głównie biegniemy przodem do nadjeżdżających pojazdów. Gdy jednak przesuniemy go do przodu, nie jest już zupełnie widoczne z tyłu, co z kolei także może spowodować realne dla nas zagrożenie. W takich sytuacjach wolałam używać LED Marker Band...
 

Nite-Ize LED Marker Band

 
LED Marker Band to opaska zamocowana na gumowym pasku, który można umieścić wokół ramienia w cenie 45 zł. Właściwy element świecący to podłużny kawałek przeszytego materiału w kolorze czerwonym z siatką odblaskowych linii. Ale tutaj nie o odblask chodzi. Gdy przyciśniemy zaznaczony punkt włącznika, pozwoli nam to uruchomić światło. Sama świecąca dioda jest zakryta dodatkowym skrawkiem materiału, jednak jej światło przebłyskujące przez czerwony materiał daje dość mocny blask, dobrze widoczny w nocy. Ponowne przyciśnięcie przycisku włącza tryb pulsacyjny. Pasek pulsuje na długości ok. 18 cm, więc jest to już znaczący sygnał ostrzegawczy. Dodatkowo swoją rolę zabezpieczającą spełnia stały odblaskowy wzór. Lampka ta jest znacznie bardziej żywotna niż opisywana powyżej. Pracuje na jednej baterii przez 100 godzin, sama dioda ma żywotność określaną jako 100 000 godzin! Istnieje możliwość łatwej wymiany baterii, choć na początku trudno mi było określić, w jaki sposób to się może odbyć – całość wydawała się dokładnie przeszyta. Dopiero bliższe przyjrzenie się konstrukcji pozwoliło na odkrycie z drugiej strony pod gumką kawałka patki, pod którą kryła się bateria litowa opakowana w folię w celu zabezpieczenia przed wilgocią.

 

Źródło: www.nite-ize.eu
 
Podłużny element świecący przymocowany jest za pomocą poprzecznych gumek do rozciągliwego troku spinanego klamrą (choć o innym systemie zapinania niż w RideLit LED). Jak zapewnia producent - możliwość regulacji mamy w zakresie od 6,5 - 24 cm. Nie bardzo rozumiem, co oznaczają te liczby, bo raczej nie obwód, jaki możemy uzyskać przy maksymalnie ściągniętym i rozciągniętym troku. W każdym razie pasek damy radę założyć na bardzo chudą rączkę dziecięcą, jak również na przypakowane ramię dorosłego. 
 
Podobnie jak w przypadku lampki opisywanej wyżej miałam dylematy, w jaki sposób zakładać pasek na ramię. Czy skierowany bardziej do boku, czy przodem, czy na tył. Teoretycznie takie podłużne światło na naszym ramieniu ma większe szanse być zauważone niż punktowa lampka, ale jednak nie ma szans objąć swoim zasięgiem całego obwodu. Zazwyczaj więc zakładam je tak, że jest widoczne trochę z przodu, trochę z tyłu, a najwięcej z boku.
 
Lampka w zamierzeniu została zaprojektowana dla biegaczy, rowerzystów, pieszych, rolkarzy i faktycznie wydaje mi się, że znajdzie wszechstronne zastosowanie. Dodatkowo ciekawie się prezentuje i przyciąga wzrok, ale nie jako jakieś dziwactwo, tylko modny dodatek.
 

Lampka do szybkiego założenia na ramię. Fot. Ceneria.pl
 
 
Nie ukrywam, że bardzo lubię tę lampkę. Jest bardzo lekka, a jej ciężar idealnie rozkłada się na powierzchni ubrania. Gdy jej używam, zupełnie obce jest mi odczucie ciążenia w jednym miejscu, jakby to zapewne miało miejsce, gdybyśmy używali jakiejś nawet minimalistycznej latarki zawieszonej w takiej pozycji na naszej ręce. Mimo że nie obejmuje całego obwodu, czuję się widoczna podczas biegania. Gdybym na szybko wychodząc z domu musiała wybrać tylko jedną z trzech testowanych przeze mnie lampek, raczej na pewno byłaby to LED Marker Band. Bardzo szybko bowiem można ją na siebie założyć. Wystarczy rozszerzyć trok i wciągnąć na rękę, nie zastanawiając się zbytnio, w którym miejscu najlepiej ją umieścić. Kolejna lampka, którą opiszę, wymaga już bardziej precyzyjnego instalowania...
 

 Nite-Ize Helmet Marker Plus

Helmet Marker Plus, jak sama nazwa wskazuje, przeznaczony jest do montażu na wszelkiego rodzaju kaskach: rowerowych czy wspinaczkowych. Tym razem na mocowanie pozwalają cztery pętelki. Można przez nie przewlec Gear Tie. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie. Plastyczny „wężyk” oblany gumo podobnym tworzywem da radę odkształcać się na wszelkie sposoby: wyginać, odplątywać i mocować na nowo. Bardzo łatwo się go skręca. Zaletą takiego systemu jest możliwość dość mocnego przytwierdzenia lampki w jednym miejscu bez opcji przemieszczania się i niekontrolowanego obracania, jak to było w przypadku RideLit LED.
 

Lampka przymocowana za pomocą Gear Tie. Fot. Ceneria.pl

Mimo że lampka została zaprojektowana do montowania na tyle kasku, równie dobrze prezentuje się na bagażniku czy innym elemencie roweru. Istnieje również możliwość zainstalowania takiej lampki bez użycia Gear Tie, natomiast za pomocą taśmy dwustronnej. Wystarczy oderwać papierek i... gotowe. Można przyklejać. Jeśli chcemy lampkę ściągnąć, wystarczy oderwać rzep. Bo tak naprawdę na stałe montujemy na taśmie jedną stronę rzepu.

 

Źródło: www.nite-ize.eu
 
Materiał na lampce jest niemal identyczny jak w LED Marker Band, są także odblaskowe pajęczynowate wzory, choć nieco inne – mniej zaplątane :) Lampka ta ma kształt bardziej owalny i jest mniejszych rozmiarów. Tym razem włącznik jest nie z boku, ale na środku. Dioda nie jest schowana pod dodatkowym kawałkiem materiału i zdecydowanie lampka ta świeci jaśniejszym światłem. To na pewno jej spora zaleta. Tym bardziej, że można przełączyć ją także na tryb pulsujący. Moim zdaniem w użytkowaniu nie różni się niczym od normalnej tylnej lampki rowerowej, a jest zdecydowanie bardziej uniwersalna w montażu i swoich zastosowaniach. Kosztuje 49 zł.
 
Lampka jest na tyle mała, że można ją zapakować czy to do torby na kierownicę, czy nawet do kieszeni. Jest świetnie widoczna z bardzo daleka. Zdecydowanie pod tym względem wyróżnia się spośród trzech opisywanych lampek. Na jednej baterii jest w stanie pracować 75 godzin. Również w tej lampce istnieje możliwość łatwej wymiany baterii litowej. Mnie zdecydowanie zauroczyła możliwość montażu na Gear Tie. Takie elementy amerykańskiego producenta Nite Ize o różnych długościach można również zakupić osobno.
 

Podsumowanie

Trzy opisane powyżej lampki towarzyszą mi ostatnio za każdym razem, gdy wsiadam na rower. Czekają na swój czas schowane w sakwie zamontowanej na kierownicy. Mrok o tej porze roku już coraz wcześniej zapada i czasami zbyt długie plotki z koleżankami mogą skończyć się powrotem po ciemku do domu. Mimo że nawet gdy jadę bez dzieci ze względu na moje bezpieczeństwo wolę poruszać się rowerem po chodniku, lepiej się czuję, gdy mam przy sobie zapalone lampki. Dzięki czerwonym opaskom czuję się dobrze widoczna, a białe światełko pozwala na rozproszenie ciemności.
 
Korzystam też z tych światełek podczas biegania. Zdarzają się mi od czasu do czasu wieczorne treningi wzdłuż asfaltu. Rezygnuję wieczorem z biegania w lesie, nie lubię bowiem spotkań o tej porze dnia z różnego rodzaju dzikimi zwierzętami, których w Puszczy Niepołomickiej nie brakuje, więc pozostaje mi bieganie wzdłuż mniej uczęszczanych dróg. Mimo że posiadam dość dobrą czołówkę biegową, chętnie zakładam jeszcze na ramię LED Marker Band, a na kostkę RideLit LED. Nigdy za wiele zabezpieczeń, które pozwolą uniknąć nieszczęścia. Polecam więc te lampki nie tylko rowerzystom, ale i biegaczom, a nawet pieszym. Oni także są narażeni na to, że kierowca skręcający z drogi na chodnik przypadkowo w nich wjedzie.


Kamila Gruszka
Ceneria.pl






KAMILA GRUSZKA – redaktor internetowego serwisu o tematyce górskiej (www.GORYonline.com), strony miesięcznika „GÓRY” i www.Ceneria.pl – pierwszej polskiej outdoorowej porównywarki cen. Autorka artykułów podróżniczych i o tematyce górskiej, także recenzji książek, relacji z imprez podróżniczo-górskich i wywiadów drukowanych w: „Podróżach”, „Poznaj Świat”, „Globtroterze”, „Turystyce” – dodatku Gazety Wyborczej, turystycznym dodatku „Dziennika”, „n.p.m.”, „GÓRACH”, „Drodze”, „Sportowym Stylu” oraz edycjach „Przez Świat”. Prelegent wielu pokazów slajdów. Pilot wycieczek zagranicznych. Stale współpracuje z magazynem „GÓRY”.
Prywatnie mama Dominiki i Jędrzeja, żona Dariusza :). Dzieląc swoje intensywne życie na pracę zawodową, bycie kurą domową, prowadzenie serwisów internetowych, wyjazdy i pisanie, od czasu do czasu uda jej się pojeździć na rowerze, wyjechać w góry czy powspinać się, zimą lubi biegówki, latem - kajaki, w ciągu roku - jogę. Intensywnie biega (m.in. ukończony Poznań Maraton - 2009, Cracovia Maraton - 2012, Maraton Gorce - 2013).