Ceneria logo
 

Strona główna   »  
Testeria   »  

Opaski kompresyjne marki Zero Point czyli kolorowa kompresja według Zero Point

Skarpety i opaski kompresyjne można zobaczyć na nogach wielu biegaczy. Mają służyć poprawie przepływu krwi i dostaw tlenu do mięśni, a co za tym idzie zapobiegać zmęczeniu i polepszać wyniki. Długi czas myślałam, że kompresja mi jednak nie służy, aż do momentu gdy dzięki firmie Zero Point nie odkryłam innych jej zalet.


Zero Point chwali się tym, że stosuje wyłącznie stopniową kompresję medyczną. Najsilniejsza kompresja występuje wokół kostki i zmniejsza się stopniowo idąc do góry kończyn. Firma zaleca używać skarpet nie tylko podczas wysiłku, ale również po. Oto jak tłumaczy mechanizm działania kompresji: „Wszyscy wiemy, że nogi mogą być „ciężkie” i spuchnięte podczas i po wysiłku. Jest to rezultat nadmiernego obciążenia zastawek żylnych odprowadzających krew do serca. Używając produktów z kompresją medyczną zastawki są odciążane pozwalając na lepsze odprowadzanie krwi w kierunku serca. Skarpety i nogawki kompresyjne zwiększają ciśnienie w tkankach nóg polepszając krążenie krwi i limfy.”

Owo uczucie ociężałości, spuchnięcia i „pulsowania” mięśni często odczuwam po biegu. Podczas biegów górskich w Szczawnicy w tym roku zdecydowałam się na start jedynie na 20 km. To był szybki bieg w bardzo dobrej formie. Zajęłam 8 miejsce wśród pań. Byłam bardzo dobrze przygotowania i wydawało się, że wysiłek biegania po Pieninach jakoś specjalnie mnie nie dotknął. A jednak nie mogłam wieczorem zasnąć i przewracałam się z boku na bok, choć normalnie ze snem nie mam absolutnie żadnych problemów. Dopadł mnie „zespół niespokojnych nóg” i nie mogłam znaleźć wygodnej pozycji. Na szczęście przypomniałam sobie, że wzięłam na wyjazd otrzymane w prezencie opaski kompresyjne. Zapakowałam je po rozmowie z moim trenerem, wicemistrzem olimpijskim w chodzie sportowym z 1996 roku, Ilyą Markovem. Otóż opowiadał on, że zanim jeszcze rozpowszechniły się skarpety kompresyjne wśród biegaczy, stosowali po wysiłku (np. w przypadku dużych i ważnych zawodów) ubrania mające podobne właściwości. Miały one przyspieszać regenerację i tak faktycznie działały.


Podobne zapewnienia usłyszałam od przedstawiciela fińskiej firmy Zero Point, która również ma w ofercie topy, bluzki, spodenki i getry o działaniu kompresyjnym. Niestety na polskim rynku dostępne są jedynie opaski i skarpety kompresyjne. Je również warto zakładać po wysiłku – przekonywał polski dystrybutor.

Faktycznie, po założeniu opasek po biegu w Szczawnicy, zasnęłam od razu, a rano świadectwem tego, że dzień wcześniej włożyłam maksimum wysiłku w zawody, były jedynie bóle mięśni ud. Tam opasek nie zastosowałam, bo takowych nie miałam. Natomiast łydki były jak nowo narodzone.

Na kolejny bieg miesiąc później – Beskidzki Topór na dystansie 73 km – opaski z premedytacją zapakowałam do torby podróżnej i z pełną świadomością założyłam je na nogi po biegu. Przespałam w nich całą noc. To był mój pierwszy start na takim dystansie. Wcześniej najwięcej ile przebiegłam to 54 km, więc byłam przekonana, że skutki biegu będę długo odczuwać. Właśnie po to, by je nieco zmniejszyć, zastosowałam opaski. Dodatkowo wysmarowałam się maścią Refitner, którą dostałam w nagrodę za zajęcie 2 miejsca w kategorii wiekowej. Jakie było moje zdziwienie, gdy rano po przebudzeniu w zasadzie nie odczuwałam żadnego bólu mięśni. Owszem, nie mogłam zaprzeczyć, że dzień wcześniej miał miejsce w moim wypadku wysiłek fizyczny. Nieco większe napięcie czułam też w udach, gdyż mięsień czterogłowy dostał w kość na zbiegach, ale nie tak wyobrażałam sobie swoją formę (a w zasadzie jej brak) po przebiegnięciu najdłuższego dystansu w życiu! Poczekałam jeszcze jeden dzień, gdyż często jest tak, że ból mięśni przychodzi dopiero dwa dni po biegu i... nadal nic. Po schodach mogłam chodzić normalnie, byłam w stanie jeździć na rowerze, a we wtorek (bieg odbywał się w sobotę) w zasadzie resztki wspomnień po biegu zniknęły. Wtedy już stuprocentowo uwierzyłam w kompresję!


Aczkolwiek muszę się jeszcze przekonać do używania skarpet kompresyjnych podczas biegu.
Niestety te które posiadam (innej cenionej marki, nie Zero Point), są według mnie zbyt pancerne i za bardzo opinają mi łydkę. Od razu uprzedzam wszelkie wątpliwości – właściwy rozmiar dobrał mi sprzedawca w sklepie biegacza, wcześniej mierząc obwód mojej łydki, więc dopasowanie rozmiaru odbyło się jak należy. Mimo to po którymś z kolei biegu w skarpetach z kompresją doszłam do wniosku, że to właśnie one są przyczyną bólów kolan, które odczuwałam na zbiegach. Usztywnione łydki przenosiły obciążenia na stawy kolanowe i w konsekwencji powodowały, że biegi w górach kończyłam ze łzami w oczach. Być może należy winić raczej moje niezbyt proste nogi i technikę biegu niż skarpety, ale nie zmienia to faktu, że od czasu, jak przestałam biegać w skarpetach, problem niemalże zniknął (pojawił się tylko raz, właśnie na Beskidzkim Toporze, ale dopiero po 50 km).

Produkt firmy Zero Point, który używam na tyle jednak przekonuje mnie do siebie, że zastanawiam się nad wypróbowaniem go w trakcie biegu. Opasek nie odczuwam jako ciasnych, ale jednak są ściśliwe. Na pewno nie są też za luźne. Gęstość splotu, sposób szycia i widoczna na pierwszy rzut oka wysoka jakość powoduje, że zakładanie ich to sama przyjemność (do tego są bajecznie kolorowe!). Cóż zawsze to jednak duże wsparcie dla mięśni podczas wysiłku. Jeśli jednak ból kolan powróci, pozostanę przy kompresji jedynie po wysiłku. Pozytywnych właściwości tej ostatniej jestem w 100 % pewna!

Kamila Gruszka