Ceneria logo
 

Strona główna   »  
Testeria   »  

100 dni próby - sakwy Ortlieb na bezdrożach Afryki Zachodniej

Niemiecka marka Ortlieb to najsłynniejszy producent sakw rowerowych na świecie. Niezawodny i bezbłędnie rozpoznawalny, ceniony zwłaszcza na długich wyprawach, gdzie nie ma miejsca na półśrodki i tandetę. Jest również drogi, i to nawet bardzo; jak każdy profesjonalny sprzęt podróżniczy z górnej półki. Pytanie, czy i tym razem warto znacząco uszczuplać portfel mając do dyspozycji tańszą i dobrze opiniowaną konkurencję?

Test przeprowadził: Łukasz Nitwiński / outblog.pl

Co było testowane?

Na przednim kole znajdowały się dwie sakwy Ortlieb Front-Roller City (ok. 320 zł), a na tylnim dwie Ortlieb Back-Roller City (ok. 320 zł). Dodatkowo popularny „wałek”, czyli Ortlieb Rack Pack (ok. 250 zł) na górę bagażnika. Zaznaczam, że jest to najtańszy, uproszczony i najbardziej podstawowy zestaw sakw Ortlieba.


Czas i miejsce

Sakwy były używane przez 100 dni (w ciągu) na dystansie 4200 kilometrów w Afryce Zachodniej. Przed wyprawą sprawdziłem je również na 14-dniowym objeździe Polski Wschodniej – ok. 700 kilometrów. Razem 5000 km.

Źródło: outblog.pl

Przebieg testu

Temperatura podczas wyjazdu wahała się od 25 do 42 stopni C, powietrze początkowo suche i rozgrzane, później wilgotne. Duże pylenie na silnym wietrze, zarówno na odcinkach pustynnych (piasek) jak i równikowych (czerwona mączka).
Sakwy od pierwszych do ostatnich dni były regularnie eksploatowane. Woda, namiot, ubrania, sprzęt rowerowy, aparat, mapy, jedzenie, 8 kg butla z gazem i inne – jednym słowem: cały dobytek w bezustannym ruchu z i do sakw.
Jazda odbywała się w zmiennych warunkach, również podczas deszczu. Na etapach równikowych problemem było oblepiające każdy centymetr błoto i wilgoć. Rower wielokrotnie przekraczał rzeki i strumienie przy zanurzeniu sięgającym połowy koła. Przedzieranie się przez gęste trawy i krzaki zostało kilkukrotnie okupione zerwaniem sakw – bez uszczerbku na mocowaniu. No cóż, łatwego życia to one nie miały.

Źródło: outblog.pl

Opinia o produkcie


Dane techniczne i inne szczegóły dostępne są na stronie producenta.

To, co wydaje mi się najważniejsze i mniej oczywiste, zamieszczam poniżej:

Duży plus za szybkie mocowanie na bagażniku. Zdjęcie sakw to niemalże jedno pociągniecie. Nazbyt luźne trzymanie u dołu powoduje natomiast lekkie klekotanie. Mocne zahaczenie o drzewo lub wywrotka na żwirze (jedno i drugie „przetestowałem”) może spowodować (bezusterkowe) zerwanie sakwy z bagażnika.

Izolacja od temperatury słaba.
Woda i posiłki nagrzewały się, ale czy jest materiał, który byłby wodoodporny i izolujący jednocześnie? Wyższe modele Ortlieba (nieco inna mieszanka materiałów) być może radzą sobie z tym lepiej.

Wzorowa wodoodporność, ale… Po dwóch miesiącach w jednej z sakw, przy plastikowym stelażu usztywniającym konstrukcję pojawiła się dziurka. Jedynym, niezabezpieczonym przedmiotem, który mógł to spowodować były szprychy rowerowe. Ewentualnie jeden z upadków na drodze (żwir, uślizg na kamieniu). Tak czy inaczej fakt warty odnotowania.

Z drugiej strony materiał jest gruby i bardzo solidny. Przetarcia teoretycznie nie wchodzą w grę.

Brak jakichkolwiek kieszonek czy zaczepów. Wszystko mieści się w jednej komorze. Z przodu nie stanowi to problemu, natomiast dostanie się do spakowanych przedmiotów z tylnich sakw obliguje nas do zdjęcia Rack Packa i grzebania w klamotach. Szczegół, ale zapewniam, że przy wielokrotnym opróżnianiu sakw na punktach kontrolnych (w jednym z krajów panowała godzina policyjna) stało się to uciążliwe.

Uwaga: w wyższym modelu Ortlieba istnieje możliwość dokupienia i doczepienia zewnętrznych kieszonek (outer-pocket).

Źródło: outblog.pl
 


Pojemność sakw nie jest imponująca, ale wymierzona jest w sam raz. Uczy nas zabrać, to co najważniejsze i nie wyglądać przy tym jak grudniowa choinka.

Nie sprawdzałem, ale serwis marki jest podobno wyjątkowo rzetelny i nastawiony na korzyść klienta. „Mały druczek” nie powinien nas zaskoczyć. Gwarancja trwa 5 lat.

Na korzyść sakw Ortlieba zaliczyłbym również efekt samospełniających się oczekiwań. Jeśli wydajemy na produkt znaczną ilość gotówki i tkwimy w przekonaniu, że lepiej ulokować ich nie mogliśmy, to automatycznie czujemy się pewniej. Jest to pewność wyobrażona, ale ma swoje realne przełożenie.

Jeszcze jedna informacja z gatunku ciekawostek. W drugiej połowie wyjazdu zostałem okradziony z Rack Packa. Sytuacja zmusiła mnie do kupienia typowej „stadionowej”, „ruskiej” torby w kratę. Przymocowana do bagażnika elastycznymi gumami z dętek doskonale zastąpiła wałek Ortlieba, a w pewnych kwestiach okazała się nawet bardziej przydatna. Nie dotyczy to oczywiście wodoodporności. Płynie z tego, co najmniej jedna nauka: na każdą długą wyprawę bierz kraciastą rezerwę. Gwarantuję, że przyda się również przy pakowaniu powrotnym...


Dokończenie tekstu na stronie: outblog.pl.