Ceneria logo
 

Strona główna   »  
Testeria   »  

Helly Hansen - norweski rys

Podróżując po Skandynawii zauważyłam pewną cechę charakterystyczną wśród spotykanych w plenerze turystów. Nosili oni odzież outdoorową nie znanych mi marek, nieobecnych niemal zupełnie na rynku zachodnim. Rodzina fińska ubrana w Lafumę okazała się być emigracją na stałe zamieszkującą w Paryżu.

Zastanawiałam się z czego wynika uwielbienie dla rodzimej produkcji, a jednocześnie niechęć, czy może brak zainteresowania modnymi w pozaskandynawskim świecie górskim i podróżniczym markami, typu Marmot, The North Face czy Arc'teryx.


Tym chętniej przyjęłam propozycję przetestowania kilku egzemplarzy odzieży norweskiej marki Helly Hansen. Pomyślałam, że sama będę miała okazję przekonać się, na czym polega specyfika tych rzeczy.

Podziw budzi historia firmy.
Jej początki sięgają aż 1877 roku! Jak wiadomo Norwegia ma silne związki z morzem (sami jeździmy podziwiać tam piękne fjordy) i również odzież Helly Hansen pierwotnie była produkowana dla tych, co pracują na morzu. Kapitan Helly Juell Hansen i jego żona Maren Margarethe wpadli na pomysł, by zabezpieczyć ubrania przed wilgocią poprzez nasączanie grubego płótna olejem lnianym. Oczywiście ta technologia ewoluowała i w tym momencie w ofercie firmy każdy, kto uprawia aktywność sportową na świeżym powietrzu, znajdzie coś dla siebie. Używają tej odzieży żeglarze, narciarze i wszelkiej maści poszukiwacze przygód. Kolekcja Helly Hansen to połączenie skandynawskiego designu i doświadczeń płynących z życia w trudnych warunkach.

Podczas 2-tygodniowych wakacji w Norwegii tylko jeden dzień mieliśmy bez deszczu! Kurtki Helly Hansen muszą zatem przede wszystkim zabezpieczać przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, a jednocześnie dawać komfort użytkownikom, którzy muszą w nich przebywać dłuższy czas. Pamiętajmy o tym, że niesprzyjające warunki są często takimi tylko z naszego punktu widzenia. Dla Norwegów nie ma nieodpowiedniej pogody na aktywność. Już od najmłodszych lat jest to dla nich naturalne, że przez cały dzień przebywają na dworze – u nas dzieci wychodzą na spacer co najwyżej na godzinę, a w Norwegii przedszkole to plac pod gołym niebem:)

Ale wróćmy do kurtki, którą otrzymałam do testów. To tegoroczna nowość - Odin Moon Light Jacket w kolorze Coral. Wiedziałam, że posiada następujące cechy:

- Membrana Helly Tech® Performance o wysokiej wodoodporności.
- Konstrukcja 2,5 warstwowej membrany.
- Powłoka DWR.
- Uszczelnione szwy.
- Długość ¾.
- Wodoszczelne zamki YKK AquaGuard®.
- Możliwość pełnej regulacji kaptura.
- Elastyczna regulacja dolnego mankietu.
- Tkanina z certyfikatem Bluesign.
- Cena 699 PLN.

Przyjrzyjmy się jej bliżej. Uderza lekkość tej kurtki. Na pewno nie stanowi ona pancernego egzemplarza kurtki z membraną na bardzo wymagające warunki. Raczej jest kurteczką z rodzaju tych, które niewiele ważą, zajmują mało miejsca i zawsze warto je mieć pod ręką. Używam jej na jednodniowych wycieczkach w naszych polskich górach oraz wkładam do plecaka, gdy wybieram się na rower, ciesząc się, że nie obciąża zbytnio mojego bagażu. Przydaje się też podczas spacerów po lesie. Wiadomo bowiem, że nawet gdy prognozy pogody zapowiadają bezchmurne niebo, to w górach warunki pogodowe mogą być nieprzewidywalne i warto na taką ewentualność się zabezpieczyć. Tak samo podczas jazdy na rowerze nawet po mieście burza i gwałtowny, ale przelotny deszcz może nas złapać w każdym momencie. Wtedy przydaje mi się Odin Moon Light Jacket, który do momentu wyciągnięcia go z plecaka spoczywa sobie w nim spokojnie, skromnie zwinięty w mały pakunek.


Kurtka Odin Moon Light Helly Hansen na spacerze w deszczowy dzień.
Fot. Ceneria.pl

Przetestowałam tę kurtkę podczas już kilku ulew i póki co nie mam zastrzeżeń co do jej wodoodporności, choć muszę przyznać, że miałam co do tego z początku spore obawy. Posiada 2,5-warstwową membranę, czyli uszyta jest bez podszewki, co może budzić obawy wśród osób przyzwyczajonych do pancernych kurtek gore-texowych. Ale, jak wspomniałam wcześniej, może to być także jej zaletą – zyskujemy bowiem niższą wagę i mniejszą objętość. Mnie jedynie trochę przeszkadza, że założona na bluzkę z krótkim rękawkiem nieprzyjemnie przykleja się do odsłoniętych części ciała. Dzieje się to w przypadku wilgotnych warunków. Jednak kurtki nie używam tylko podczas deszczu. Może ona stanowić również ochronę przeciwwietrzną – czy to na rowerze, czy to w górach na krótkich wycieczkach, gdy nie mamy ochoty zabierać ze sobą softshella, który latem może być za gruby na upał. A kurtkę Odin Moon light Jacket zawsze możemy mieć pod ręką w przypadku pogorszenia warunków. Wentylację ułatwiają siateczkowe wstawki pod pachami, chronione wodoodpornym materiałem. O ile jestem zadowolona z właściwości przeciwdeszczowych, to jednak mam trochę zastrzeżenia co do oddychalności tej kurtki. W przypadku mniejszego wysiłku słabsza oddychalność nie jest odczuwalna, przy większym mogłaby być lepsza. Niestety to jest odwieczny problem producentów odzieży outdoorowej – jak wyważyć kompromis pomiędzy wodoszczelnością a oddychalnością. Mój kompromis w przypadku tej kurtki jest taki, że akceptuję jej słabszą oddychalność na rzecz mniejszej wagi i objętości oraz wystarczającej wodoodporności.


Powłoka DWR na kurtce się sprawdza. Fot. Ceneria.pl

Mój rozmiar M wydawał mi się początkowo za duży. Kurtka jednak ma specyficzną konstrukcję – jest dłuższa niż większość kurtek, co myślę wynika ze skandynawskiego designu. Przedłużona kurtka chroni przed deszczem również niższe partie naszego ciała.

Jeśli chodzi o kaptur, to posiada on co prawda regulację z tyłu, ale jedynie w postaci rzepu, co ogranicza nieco możliwości idealnego dopasowania, jakie mamy w przypadku gumek ściągających. Wydaje mi się, że zamontowanie w miejsce rzepa gumek rozwiązałoby moje obawy jeżdżenia w kapturze na rowerze. Gumkami możemy regulować kaptur z przodu. Ma usztywniony daszek, który nieco pomaga w tym, byśmy widzieli świat naokoło.


Możliwości regulacji kaptura. Fot. Ceneria.pl

Regulować kurtkę gumkami ze stoperami możemy także u dołu. Przy mankietach mamy wszyte gumki, które jednak są na tyle elastyczne, że ani razu nie odczułam dyskomfortu z powodu zbyt słabych możliwości dopasowania obwodu mankietu do mojego rozmiaru.

Wygodne są kieszenie.
Mamy dwie z przodu zamykane na zamek. Są dość obszerne, więc na pewno  zmieścimy w nich wszystko, co potrzebne. Dodatkowo kurtka jest wyposażona w kieszonkę na piersi, tu już zdecydowanie mniejszą, więc zdolną pomieścić jedynie niezbędne drobiazgi, np. telefon. Zamki spisują się bez zarzutu.

Dość istotny w dzisiejszych czasach aspekt, to posiadanie przez firmę certyfikatu Bluesign, co oznacza że proces produkcji jest przyjazny środowisku na każdym etapie wytwarzania odzieży. Znając dbałość Skandynawów o ekologię, taki standard wydaje się być naturalną konsekwencją ich sposobu życia.


Logo Helly Hansen to symbol dbałości o środowisko.
Fot. Ceneria.pl

 

Odzież Helly Hansen nie jest zbyt popularna w Polsce, niewiele typowych sklepów outdoorowych ją sprzedaje, nie znaczy to jednak, że jest zupełnie na naszym rynku nieobecna. Zastanawiam się tylko, czy cena nie jest zbyt skandynawska, czy odzież Helly Hansen jak na polskie warunki nie jest zbyt droga...

Kurtka Odin Moon Light Jacket to na pewno ciekawa propozycja dla wielbicieli skandynawskiego wzornictwa oraz zwykłych turystów.

Plusy:
- niska waga,
- niewielka po spakowaniu,
- chroni przed wiatrem,
- spełnia funkcję kurtki awaryjnej, którą zawsze warto mieć pod ręką,
- długa, chroni tył i część nóg,
- obszerne kieszenie,
- dobrej jakości zamki,
- regulacja dołu kurtki,
- elastyczne mankiety,
- dodatkowa wentylacja pod pachami.

Minusy:
- w przypadku wilgotnych warunków „przykleja” się do gołej skóry,
- odczuwalna słabsza oddychalność,
- niewystarczająca regulacja kaptura z tyłu.
- cena.

Kamila Gruszka
Ceneria.pl