Ceneria logo
 

Strona główna   »  
Testeria   »  

I pofrunąłem z Hoka One One czyli test butów biegowych Speedgoat

Kiedyś ktoś powiedział „Koń jaki jest, każdy widzi”. To słynne powiedzenie w pełni opisywało mój stosunek do butów biegowych. Było proste i konkretne: jeśli dobrze mi się w nich biegało, były to „dobre buty biegowe”. Najlepiej żeby przetrwały jeszcze co najmniej jeden sezon. Nigdy nie byłem w stanie polecić komuś butów oraz dyskutować  na temat wyższości niektórych modeli nad innymi. Pierwszy raz okazuje się, że mam coś do powiedzenia na temat butów biegowych.


Buty biegowe Hoka One One już w Polsce

Na jednej z grup dyskusyjnych miłośników biegów „ultra” pojawiła się informacja o butach biegowych Hoka One One wraz z  informacją że niebawem będą dostępne w Polsce. Informacja ta była na tyle intrygująca, że wzbudziła żywą dyskusję na temat tego obuwia. I chyba słusznie, bo niektóre wypowiedzi świadczyły, że buty Hoka nie są "zwykłym" obuwiem. Najbardziej zapamiętałem wypowiedzi typu: „nieeee nie będze biegał w takich żelazkach” lub „spody mają jak kawał słoniny”. Inni natomiast już zacierali ręce i cieszyli się że będą mogli je nabyć w Polsce.

Buty faktycznie były inne niż wszystkie, jakie dotychczas widziałem. Wyglądały dość dziwaczne:  wysokie spody, rzucająca się w oczy olbrzymia amortyzacja, wrażenie, że stopa jest dość wysoko nienaturalnie osadzona. Wyglądały na znacznie szersze, grubsze niż tradycyjne buty biegowe. Prezentowały się trochę nawet jak buty „zabawkowe” dla dzieci. Takie „biegowe dziwactwo”, pomyślałem, „marketingowy odwrót od idei minimalizmu” – wyczułem drugie dno w tej nowości.

Stwierdziłem jednak, że kiedyś chętnie je wypróbuję, bo nie ukrywam, że byłem bardzo ciekawy, jak na tej gigantycznej amortyzacji  - tym „żelazku” - się biega.


Hoka One One, model Speedgoat w Dolomitach


Okazja na test butów biegowych Hoka One One pojawiła się dość szybko i nieoczekiwanie.

Przygotowywałem się do biegu w Dolomitach na dystansie 48 km – Cortina Trail. Na jednym z ostatnich długich wybiegań w Tatrach (30 km) pojawił się problem: okazało się, że buty, w których miałem zamiar biec wyścig na ostrych zbiegach masakrują mi palce tak mocno, że do dzisiaj jeden z moich paznokci ma piękny czarno-siny kolor. Było dla mnie jasne, że w tych butach nie przebiegnę już nic w górach. Na szybko podjąłem decyzję, że skoro te Hoki są takie wygodne, to nawet nierozbiegane powinny dać radę. Wybrałem model Speedgoat. Zadecydował o tym głównie budzący zaufanie bieżnik marki Vibram oraz wrażenie miękkości butów i ich lekkość. Dzięki szybkości działania i uprzejmości dystrybutora Hoki w Polsce – firmy Raven Outdoor, Speedgoaty dość szybko znalazły się na moich nogach i  od razu wypróbowałem je na krótkim 8-kilometrowym treningu na płaskim terenie w Puszczy Niepołomickiej. Poczułem, że nie są to zwykłe buty, z jakimi miałem do czynienia dotychczas, że naprawdę mamy do czynienia z czymś absolutnie nowym. Pierwsze wrażenie porównałbym do wygody w spaniu: było takie jak przesiadka ze starej wersalki z '74 roku, na której śpimy u dziadków na łóżko wodne... Stopa zatapia się w miękkiej amortyzacji  i trudno mi znaleźć lepsze porównanie niż to z łóżkiem wodnym. Tutaj trzeba zwrócić uwagę na dość ważną cechę: ze zdjęć obuwia w sklepach internetowych może wydawać się że stopa jest dość wysoko osadzona, jednak gdy założymy już buty, okazuje się, że stopa jest ułożona w bucie dość głęboko i nie mamy nienaturalnej wysokiej pozycji stopy, jakby to można było wywnioskować ze zdjęcia. Nie ukrywam, że na płaskim terenie można poczuć się dziwnie, gdy stopa ma miękko jak w łóżku wodnym, ale nie po to je kupiłem, żeby biegać po płaskim terenie.

Trening w Tatrach w Hokach

Kilka dni później wybrałem się na trening w Tatry na 30-kilometrowe wybieganie. Miałem nadzieję, że buty sprawdzą się i nie zawiodłem się. Nie ukrywam, że wróciłem zachwycony. Buty nie przyczyniły się do dalszej dewastacji mojego dużego palca i dały nadzieję na spokojne bieganie w Dolomitach. Okazało się, że są niesamowicie wygodne, a co najważniejsze dają absolutną pewność na zbiegach. Amortyzacja powoduje, że nie musimy aż tak bardzo przejmować się nierównościami czy kamolami. Po prostu ciśniemy na dół z pełną swobodą, nie przejmując się nierównościami terenu. Świetną robotę robi również podeszwą marki  Vibram -  MEGAGRIP. Zabrzmi to trochę jak slogan reklamowy, ale naprawdę tak jest – buty sprawiają wrażenie wręcz przyklejonych do skały, nie musimy asekuracyjnie biec po mokrych śliskich kamieniach. Po prostu ciśniemy, reszta w sile naszych mięśni, wydolności i głowie. Jak bardzo poważnie firma Vibram traktuje rynek biegowy, świadczy chociażby wielki autobus firmowy obecny na tegorocznym Laveredo Ultra Trail prezentujący ofertę Vibramu dla producentów obuwia biegowego. Może to tylko cieszyć, bo wszyscy znamy tą firmę z doskonałych rozwiązań znanych od lat dla butów trekkingowych.


Podeszwa marki Vibram

Swoboda zbiegania w Hokach najbardziej mnie ucieszyła.

Zawsze czułem się słaby w zbieganiu, co jakby nie było jest dość kluczowym elementem w biegach górskich. We wszystkich startach traciłem na nich najwięcej. Niebawem mogłem sprawdzić Hoki w Dolomitach na biegu Cortina Trail na 47 km.  I tu pierwsza ciekawostka: o ile buty Hoka w Polsce są dość egzotycznym butem, na samym starcie Cortiny stojąc w ciasnym w tłumie biegaczy w samym moim otoczeniu naliczyłem 5 osób z Hokami na stopach. Podczas biegu oraz po nim widziałem ich co najmniej kilkadziesiąt. Wśród zachodnich biegaczy są po prostu powszechne.

Zbiegi w Dolomitach nie są tak trudne jak nasze tatrzańskie. Biegnie się po kamieniach, jednak zdecydowanie ścieżki są równiejsze, wręcz wymarzone do biegania trailowego. Można na nich naprawdę puścić się na zbiegach. W Speeedgotach było to naprawdę przyjemne. Amortyzacja świetnie niwelowała wszelkie nierówności, można było po prostu biec „na maksa”. Trudno mi powiedzieć na ile poczyniła to zmiana butów, a na ile sumienne treningi, zwłaszcza w Tatrach, ale na zbiegach nigdy nie czułem się tak mocny jak podczas Cortina Trail. Tym razem na zbiegach to ja wyprzedzałem, a nie byłem wyprzedzany.

Hoka One One, model Speedgoat w Dolomitach

Buty Hoki zdecydowanie różnią się od butów, jakie dotychczas używałem: oprócz rzucającej się  w oczy dużej amortyzacji są zdecydowanie bardziej miękkie i elastyczne. Nie mają usztywnionych tak bardzo pięt. Mnie ta miękkość bardzo przypadła do gustu. Ważne dla mnie też jest to, że odnoszę wrażenie, iż dzięki amortyzacji tak bardzo nie katuję swoich stawów i kolan. Myślę że konsekwencją tego jest to, że mniej się męczę, szybciej regeneruję, mniej jestem narażony na kontuzje. Przede mną jeszcze sierpniowy start w Tatrach na 56 km, który pewno pobiegnę w Speedgotach. W październiku biegnę Łemkowyna Ultra Trail 70 km. Sprawdzę wtedy ich przyczepność w październikowym błocie…

Autor na mecie Cortina Trail w opisywanych butach

Znakomity  amerykański ultramaratończyk, Karl Meltzer w czasach gdy jeszcze nawet w Stanach były egzotyczne  powiedział o Hokach:
„ Ludzie myślą, że wyglądam w tych butach trochę jak klaun, ale nie dbam o to, bo dzięki nim mogę fruwać ponad skałami i zupełnie ich nie czuć” . Rozumiem, popieram. Jedno wiem na pewno – nie chcę już innych  trailowych butów. Hoka One One to „moje” buty biegowe.

Darek Gruszka
Ceneria.pl